niedziela, 30 września 2012

Spindleruv Mlyn


Trasa przewidziana na dwa dni. Pierwszy dzień przeznaczyłyśmy na trasę "standard", czyli niebieskim z Karpacza pod Śnieżkę, na równię. Tego dnia spotkałyśmy krecika (chłopak był trochę sztywny, więc żeby się nie martwił wrzuciłyśmy go w jakieś krzaki pod ziemię, żeby się już tak nie poniewierał po świecie…).Pogoda była niesamowita. Była mgła, która raz spowiła wszystko, a raz okazywała łaskawość i odsłaniała piękne widoczki. Było bardzo mistycznie. Pod Śnieżką, było na tyle dobrze, że dało się zjeść na dworze pod warunkiem przybicia wszystkiego gwoźdźmi. Potem ruszyłyśmy na most do Terabithii, bo po czeskiej stronie jest cała magia Karkonoszy i jeśli ktoś nie był to powinien się tam wybrać! I jakoś tak dalej ominęłyśmy bagna biebrzańskie, czeskie stepy ukraińskie i odbiłyśmy na trakt do Samotni. 2,3,4 osobowych pokoi nie było tylko jedna 7. A że kołchozy nie są nam obce, to przygarnęłyśmy pokoik z pozostałą 5. Był pan Rekonesans, który  z Alp wrócił, szczyty zdobywał, opowiadał i opowiadał i jeszcze kompana do rozmowy znalazł.
Tym razem naprawdę już rankiem ruszyłyśmy z Samotni z powrotem na stepy ukraińskie ,niebieskim szlakiem tylko po to żeby zgrabnie przedostać się do Spindleruv'ego Mlyn'a. Byłyśmy gośćmi w domu Boga. Przynajmniej tak się czułyśmy. Ogrom przestrzeni, wrażenie wielkości i mocy był niesamowity. Ok 10 kilosów, żółtym szlakiem do Spindla było… i kiedy już wchodziłyśmy do tego miasteczka, które jest łudząco podobne do jakiejś wioski w Alpach usłyszałyśmy polskie Janek to k.rwa ty weź jedź ja już se pójdę… Ledwo co na obczyźnie, a tu już taki unikatowy polski zwrot.
W samym Spindlu było bajecznie. Szybka wymiana zł na koronki i do sklepu, bo nam się racje żywnościowe pokończyły. A potem... a potem to była 10km na szczyty i dojście do Łabskiego, tylko po to żeby dowiedzieć się, że nie ma miejsc. Więc przepisowe 1,5h na zejście do Szklarskiej, my zrobiłyśmy w 55min gdyż musiałyśmy zdążyć na ostatni autobus na który miałyśmy ledwo ponad godzinę. Ale niemożliwe jest możliwe więc gratki dla nas




Źródło (wyjątkowo nie mamy zdjęć ze Szpindla)http://www.hotelstart.cz/pl/Spindleruv_Mlyn/

sobota, 29 września 2012

BO TAK - turystycznie


Przeglądając ‘Charaktery’ przeczytałam artykuł dotyczący patrzenia do wewnątrz siebie, obserwowanie i analizowanie własnych stanów psychicznych, myśli, uczuć i motywów… tzw. introspekcja. Noooo, czyli tak się nazywa to, co każda kobieta robi codziennie, rozkładając każdą czynność, zdanie, sytuację na czynniki pierwsze, dochodząc na koniec dnia do absurdalnych wniosków, gdzie ostatecznie następnego analizuje od początku dzień poprzedni i obecny…”witajcie w naszej bajce”. Miło ze strony naukowców, że jakoś to w końcu nazwali.

Jedynym miejscem, gdzie introspekcja nie ma wstępu, gdzie w zasadzie nic nie ma wstępu oprócz czystej radości są góry…Troski zostają na poziomie 800m n.p.m. i żyją własnym życiem, a my już w górskim raju zapominamy co nam dolegało. I to jest piękne!

Blog ten powstaje z myślą o wyprawach górskich, we wszelakie możliwe rejony. Sukcesywnie będzie rozbudowywany, przyozdabiany, pieszczony i głaskany, tak aby zachęcić do poznawania tych niesamowitych miejsc powyżej 800m n.p.m.